Erwin von Brand
Drobny
Wielu powiedziałoby, że historia Erwina, jest klasyczną historią szlachcica. Urodzony niezwykle wysoko, w Altdorfie, miał dostęp do świetnej edukacji, szkolenia wojskowego i wszelkich wygód.
Te wygody szybko przekształciły się w coraz głębsze uzależnienie od hazardu i adrenaliny. To było dla Erwina zgubne. Oddawał się coraz mocniej w słodkie objęcia nałogu, co w końcu przyniosło tragiczne skutki. Nieodpowiedni stół, słaba ręka, za to silna potrzeba udowodnienia, że tamten drugi przecież ściemniał sprawiły, że w kasynie nagle się zagotowało i z tego kotła cało wyszedł Erwin, ale jego towarzysz gry w karty już nie do końca – stracił bowiem rękę. Von Brand nie grał jednak z mało znaczącymi ludźmi – grywał tylko ze szlachtą. A szlachta ma w zwyczaju nie zapominanie i szybkie reagowanie na takie sytuacje.
Erwin von Brand, szlachcic z Altdorfu, trafił więc do celi w jakiejś dziurze na końcu świata. Przewieziono go do Gostahof, gdzie miał odbyć się jego sąd. I odbył się, ale na jego szczęście w obecności zakonników z Chorągwi Pokutnej pod wezwaniem Ingmara Axeflugel von Kiel. Kapłan Bran porozmawiał z nim, a w trakcie tej rozmowy podszedł do nich czarnowróż i dał mu wybór. Podstawił obie ręce, w jednej była karta do gry, a w drugiej krucze pióro. Erwin wybrał. I wybrał służbę Morrowi.
Od tamtego czasu mężczyzna próbuje zmazać swoje winy. Podczas wspólnych modlitw to jego głos słychać najmocniej, to jego przekleństwa da się słyszeć w obozie, kiedy któryś pokutnik odniesie się do Zakonników z niedostatecznym szacunkiem. Erwin nadal grywa – ale już spokojniej. Jakby służba śmierci pomogła mu zwalczyć jego własne demony.
Dzięki swoim koneksjom w Altdorfie i przy pomocy Gunnara, Erwin sprowadził do Kiel armaty i razem z Czachą rozwija Ingmarycką Artylerię. Jest nieocenionym wsparciem, kiedy trzeba załatwić coś nie tyle argumentem siły, co siłą argumentów.