Sekret Wschodniego Traktu
Zima była dla Ingmarytów trudnym okresem. Wydarzenia minionego roku pozostawiły po sobie ogrom pracy i objawiały się w zmęczeniu każdego członka Chorągwi. Z Zakonnikami, Braćmi i Siostrami praktycznie nie dało się porozmawiać, bo cały czas byli zajęci. Nowicjusze zajmowali się Pokutnikami, a Pokutnicy kasztelem.
Kiedy na to wszystko gruchnęła wieść o tym, że Inkwizycja poszukuje maga-renegata, który spędził nieco czasu w okolicach Krugenheim, Ingmaryci w zasadzie z radością przywitali powinność szukania źródeł tychże informacji. Dzięki temu mogli na moment odpocząć od prac w Kiel.
Od społeczności lokalnej Ingmaryci dowiedzieli o tym, że mag – Michael di Trantio – rzeczywiście błąkał się po okolicy. Dowiedzieli się także o problemach z bandytami na traktach. Obie te sprawy postanowili sprawdzić – wobec tego rodzielili się, żeby je jak najszybciej załatwić. Siwy zabrał Leopolda oraz Rodrigo aby uporać się z grasantami, zaś Cichy poszedł z resztą oddziału i wynajętymi przewodnikami, szukając śladów maga.
Przewodnicy byli w stanie wskazać miejsca, w których ponoć obozował mag. Zaprowadzili więc Ingmarytów w każde z tych miejsc i rzeczywiście udało się tam odnaleźć medaliony-pieczęcie, którymi mag zabezpieczył coś ważnego. Cała wyprawa wydawała się być niezwykle prostą misją, ale gdy tylko Chorągiew straciła czujność, zaczęły się problemy. Siostra Franceska oraz pokutnik Reingard zostali obłaskawieni wizją od Morra, w której widzieli dwie dusze, błąkające się po okolicy. Wizje wskazywały na konkretne miejsce, na trakcie w stronę Kiel. Ingmaryci oczywiście zgodnie stwierdzili, że woli Ojca nie można ignorować, ale obawiali się, że mogła to być pułapka i to, co widzieli nie było słowem Morra, a podszeptami maga. Chorągiew zebrała więc siły i ruszyła tropem wizji. Niestety nawet przewodnicy, którzy przecież znali te tereny doskonale, nie byli w stanie wskazać dokładnej drogi przez śniegowe czapy, które przykryły las grubą kołdrą.
Zmęczeni drogą nie mieli jednak szans odpocząć. Kiedy byli już w połowie drogi, zza pagórków dało się słyszeć dzikie śmiechy i pokrzykiwania. Szybko okazało się, że to zgraja goblinów. Dzięki temu, że Siwy nie odpuszczał treningów oraz dzięki sprawnemu dowodzeniu Cichego, udało się z potworami uporać, choć walka była długa i wyczerpująca. Kiedy ostatni stwór padł, Ingmaryci pozwolili sobie na chwilę oddechu. Agnes oraz Mysza znaleźli wtedy przy ciałach goblinów pakunki w których były kolejne medaliony-pieczęcie maga. Szczęście sprzyjało Ingmarytom.
Przewodnicy zaprowadzili oddział w miejsce z wizji, gdzie udało się odnaleźć dwie czaszki, które – jak nakazał Morr – zabrali ze sobą do Kiel. Kiedy już to było załatwione, można było wrócić do sprawy maga. Z jego notatek wynikało, że na Białej Górze zostawił obelisk ze skrytką, a medaliony służyły do jej otwarcia.
Ingmaryci rozpoczęli wspinaczkę na szczyt. Cichy starał się utrzymywać oddział w grupie, co graniczyło z cudem – po każdym było widać, że ten dzień dał się im we znaki. Kiedy już dotarli na miejsce, Franceska wypatrzyła kolejną gromadkę goblinów, które próbowały same aktywować obelisk. Szybko podniesiony alarm i sprawne komendy pozwoliły rozprawić się z potworami, chociaż nie obyło się bez rannych po stronie Chorągwi. Cichy i Agnes zebrali ludzi i odprawili modlitwy, po czym przyłożyli do obelisku medaliony Michaela. Obelisk otworzył się i wysunęło się z niego zawiniątko z listem oraz naszyjnikiem.
“Dla mojego ukochanego, jako dowód naszej wiecznej, nieśmiertelnej miłości. Niech trwa ona z nami, póki śmierć nas nie rozłączy” – Twoja ukochana Skrzypaczka
Ingmaryci nie do końca wiedzieli, co miały znaczyć te słowa, więc zabrali znalezisko do Kiel. Po powrocie do kasztelu, spotkali Siwego i resztę oddziału. Oni również spotkali gobliny. Patrol Chorągwi jasno wykazał, że to nie bandyci grasowali w okolicy, tylko właśnie zielonoskórzy. Chorągwi udało się więc załatwić obie sprawy, choć nie obyło się bez ran i wysiłku.
Po powrocie do Kiel Zakonnicy skupili się na modlitwie, a w forcie zapadła cisza. Ingmaryci wykorzystali chwilę oddechu, bo wiedzieli, że szykuje się coś znacznie większego. Tylko w jednym gabinecie do późna paliły się świece, rzucające mdłe światło na list z pieczęcią Zakonu Kruka. Ktoś właśnie odkrył, że spotkał go ogromny zaszczyt, nawet jeśli nie było to coś, czego ta osoba oczekiwała.
skład osobowy:
Dowódcy Zakonni Bran Skattson, Raul Estevan
Bracia i Siostry Zakonni Vinzent Maus, Fraceska Tischner
Nowicjusze Zakonni Muhajjab, Leopold Gesner, Luther Bendson
Pokutnicy Rodrigo Rodriguez, Reingard Nasselrode, Rajmond Thiel, Agnes Sperling, Herun Kuchenmaister